Wpisy archiwalne w kategorii
Do 60 km
| Dystans całkowity: | 346.93 km (w terenie 222.00 km; 63.99%) |
| Czas w ruchu: | 17:36 |
| Średnia prędkość: | 19.71 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 57.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 9000 m |
| Suma kalorii: | 2310 kcal |
| Liczba aktywności: | 7 |
| Średnio na aktywność: | 49.56 km i 2h 30m |
| Więcej statystyk | |
Czwartek, 12 maja 2011
Kategoria Do 60 km
Katowice-Podlesie a potem Paprocany
Ładna pogoda była toteż wybrałem się na przejażdżkę. Po wczorajszym bieganiu i problemach ze sprzętem obiecałem sobie że daję sobie spokój na jakiś czas z rowerem a zamiast tego będę tylko biegi uprawiać, lecz niestety pogoda dzisiejsza była silniejszym argumentem ;) Czyli finish-line na łańcuch, trochę oleju na amortyzator i ruszam w teren. Na podlesiu chwilkę spędziłem na siedzisku leśniczego na wysokości 4-5 m na drzewie, chciałem porobić trochę foto lecz jak się okazało karta pamięci została w domu w czytniku :/ Potem ruszyłem na paprocany i powrót już jak się ściemniało.
- DST 42.00km
- Teren 20.00km
- Czas 01:56
- VAVG 21.72km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Sprzęt Kross Hexagon V3
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 19 kwietnia 2011
Kategoria Do 60 km
Wyjazd do Pszczyny
Wybrałem się z dwoma kolegami na wypadzik do Pszczyny. Niestety wyjechaliśmy około 18 i nie zaliczyliśmy centrum, ale było blisko ;) Ogólnie wyjazd dość spokojny i bez spinania się, pierwszy raz w tym sezonie taka odległość, nawet tego nie odczułem. Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w sobotę szykuje się 100 km ;)
- DST 57.78km
- Teren 35.00km
- Czas 02:54
- VAVG 19.92km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura 20.0°C
- Sprzęt Kross Hexagon V3
- Aktywność Jazda na rowerze
3000 km w tym sezonie
Wreszcie osiągnąłem 3000 km w tym sezonie. Chciałem 4000 równe ale nie wiem czy mi się uda zważając na to, że mamy prawie połowę października.
Wycieczka była z kolegą (claudec). Dość dużo jechaliśmy po szosie więc średnia wyszła nie najgorsza.
Wycieczka była z kolegą (claudec). Dość dużo jechaliśmy po szosie więc średnia wyszła nie najgorsza.
- DST 44.93km
- Teren 20.00km
- Czas 01:53
- VAVG 23.86km/h
- VMAX 57.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Sprzęt Kross Hexagon V3
- Aktywność Jazda na rowerze
Wypad w góry
Ten wypad nie był tak do końca planowany, ale dzień wcześniej na wycieczce z kolegą Brosem, namówił mnie. No i pojechaliśmy jego samochodem do Bielska biorąc swoje dwie maszyny oczywiście. Zaraz po wyjściu z samochodu już pierwszy problem z moim rowerem. Jako że zdjęte koło przednie było w aucie, to klocki hamulcowe się przestawiły i trzeba było je regulować na nowo. Dobrze że mieliśmy odpowiednie narzędzia. Kilkanaście minut męczenia się z ustawianiem (nie chciały współpracować :D ) i jedziemy. Jedziemy tak może 500 m a licznik pokazuje mi że jadę ponad 50 km/h po prostej, kiedy mogliśmy mieć max 25.. Krzyknąłem abyśmy zjechali i kilka minut męczenia się z licznikiem znów. Finalnie musiałem go zresetować i wprowadzić na nowo obwód koła. Jedziemy dalej już bez problemów technicznych. Trochę pogubiliśmy drogę na Szyndzielnię więc pytaliśmy mieszkańców którzy wreszcie nas dobrze pokierowali. Wjazd na górę odbywał się bez problemowo. Jednak dopadł nas głód i praktycznie po krótkim czasie zatrzymaliśmy się na krótki posiłek i znów do góry po kamienistym szlaku (żółty o ile się nie mylę). Po drodze mijaliśmy i byliśmy mijani przez dwóch sympatycznych bikerów, jeden z nich konkretny przecinak ;) Mniejwięcej w połowie trasy zaczęło padać. Coraz mocniej i mocniej. Byliśmy już kompletnie przemoczeni, łańcuch przeskakiwał mi na wolnobiegu, biegi nie chciały wchodzić. Niedaleko schroniska spotkaliśmy jakąś starszą panią która się zgubiła, wskazaliśmy jej drogę do schroniska (było całkiem blisko) i pojechaliśmy dalej. O dziwo pani ta ubrana kompletnie nie odpowiednio jak na taki teren, buty na obcasie.. Nie wiadomo skąd się tam wzięła.
Przy zjeździe z ostatniego szczytu Bros ostro grzał na dół, ja trochę wolniej z obawy że za chwilę zaliczę lot przez kierownicę. Złapałem też gumę, zmieniłem dętkę i znów na dół szaleństwo. Było bardzo zimno, ręce skostniałe, nie chciały odpowiednio reagować na moje polecenia :D Czasem za mocno klamkę zacinęły i zblokowało przednie koło co mało nie skończyło się nieraz glebą, czasem wjechałem w koleiny. Raz zaliczyłem upadek z winy kolein (ale w pełni kontrolowany i bez żadnych szkod, wylądowałem na nogach). Amortyzator już dawno na tej wycieczce przestał pracować. Tak, jechałem praktycznie na "sztywniaku". Przez co bardzo mną rzucało i czasem kierownica wypadała z rąk bo jechaliśmy po naprawdę kamienistym terenie. Czasem zdarzały się uskoki na 30-50 cm.
Reasumując, wycieczka nie skończyła się żadną katastrofą, oprócz tego że mam już kompletnie zniszczony amortyzator, kulki w przedniej piaście były do wymiany i trochę rama poobijana przez kamienie. Jak dotychczas był to najtrudniejszy technicznie wypad jak dla mnie w całym rowerowym życiu. Bros ma większe doświadczenie w takich szaleństwach i sprzęt lepszy więc się nie przejmował tylko ostro grzał na sam dół. Ja już nie raz widziałem dziwnie wykrzywiający się amortyzator, z obawy o to żeby go nie połamać dość ostrożnie podchodziłem do sprawy. W końcu zęby ma się jedne. Napewno jeszcze kiedyś tam wrócę, ale z lepszym sprzętem.
Zdjęcia można znaleźć tutaj : Opis linka
Przy zjeździe z ostatniego szczytu Bros ostro grzał na dół, ja trochę wolniej z obawy że za chwilę zaliczę lot przez kierownicę. Złapałem też gumę, zmieniłem dętkę i znów na dół szaleństwo. Było bardzo zimno, ręce skostniałe, nie chciały odpowiednio reagować na moje polecenia :D Czasem za mocno klamkę zacinęły i zblokowało przednie koło co mało nie skończyło się nieraz glebą, czasem wjechałem w koleiny. Raz zaliczyłem upadek z winy kolein (ale w pełni kontrolowany i bez żadnych szkod, wylądowałem na nogach). Amortyzator już dawno na tej wycieczce przestał pracować. Tak, jechałem praktycznie na "sztywniaku". Przez co bardzo mną rzucało i czasem kierownica wypadała z rąk bo jechaliśmy po naprawdę kamienistym terenie. Czasem zdarzały się uskoki na 30-50 cm.
Reasumując, wycieczka nie skończyła się żadną katastrofą, oprócz tego że mam już kompletnie zniszczony amortyzator, kulki w przedniej piaście były do wymiany i trochę rama poobijana przez kamienie. Jak dotychczas był to najtrudniejszy technicznie wypad jak dla mnie w całym rowerowym życiu. Bros ma większe doświadczenie w takich szaleństwach i sprzęt lepszy więc się nie przejmował tylko ostro grzał na sam dół. Ja już nie raz widziałem dziwnie wykrzywiający się amortyzator, z obawy o to żeby go nie połamać dość ostrożnie podchodziłem do sprawy. W końcu zęby ma się jedne. Napewno jeszcze kiedyś tam wrócę, ale z lepszym sprzętem.
Zdjęcia można znaleźć tutaj : Opis linka
- DST 50.00km
- Teren 40.00km
- Czas 04:00
- VAVG 12.50km/h
- VMAX 45.00km/h
- Temperatura 12.0°C
- Sprzęt Kross Hexagon V3
- Aktywność Jazda na rowerze
Leśne szaleństwo
A więc po kolei. Zakupiłem dziś nowy licznik, firma która go wyprodukowała raczej nie popularna, ale wygląda na solidny. Ma podstawowe funkcje tylko, dość solidny przewód. Wszystko jest masywne łącznie z mocowaniem i jego zatrzaskiem. No i git, przynajmniej się nie rozleci ;) Kolor : srebrny, cena : 69 zł. Firma "Union" model "pro7" wygląda on dokładnie tak :

Musiałem go oczywiście potestować. Więc wybrałem się na trasę która w około 70 % wiodła trasami leśnymi. W Tychach na pograniczu Wyr trochę się pogubiłem, no ale przy okazji już wiem która ścieżka dokąd wiedzie. Na cały wypad wystarczyły mi dwa bidony po 0,7 L (co w sumie nie jest mało a w sam raz na taką pogodę i to że nie jechałem w słońcu).
W lesie bardzo dużo komarów, gryzą jeśli tylko człowiek się zatrzyma na kilka sekund :/
--Dodano drugiego dnia
Dziś wykonałem oględziny napędu. Obraz nędzy i rozpaczy. Z ostatniej zębatki (7) na tyle zostały złamane 2 zęby mniejwięcej połowa z ich wysokości została. reszta zębów też już jest konkretnie zużyta. Nie wiem jak to mogło się stać, przecież nie zmieniam przełożeń przy jeździe pod górę. Może noga za mocno podaje? :D Nie wiem nawet czy ten napęd wytrzyma do końca tego sezonu, mam zamiar jeszcze zrobić conajmniej 1500 km. Napęd ma 3500 km za sobą, niektóre rowery mają po 10k km bez wymiany..

Musiałem go oczywiście potestować. Więc wybrałem się na trasę która w około 70 % wiodła trasami leśnymi. W Tychach na pograniczu Wyr trochę się pogubiłem, no ale przy okazji już wiem która ścieżka dokąd wiedzie. Na cały wypad wystarczyły mi dwa bidony po 0,7 L (co w sumie nie jest mało a w sam raz na taką pogodę i to że nie jechałem w słońcu).
W lesie bardzo dużo komarów, gryzą jeśli tylko człowiek się zatrzyma na kilka sekund :/
--Dodano drugiego dnia
Dziś wykonałem oględziny napędu. Obraz nędzy i rozpaczy. Z ostatniej zębatki (7) na tyle zostały złamane 2 zęby mniejwięcej połowa z ich wysokości została. reszta zębów też już jest konkretnie zużyta. Nie wiem jak to mogło się stać, przecież nie zmieniam przełożeń przy jeździe pod górę. Może noga za mocno podaje? :D Nie wiem nawet czy ten napęd wytrzyma do końca tego sezonu, mam zamiar jeszcze zrobić conajmniej 1500 km. Napęd ma 3500 km za sobą, niektóre rowery mają po 10k km bez wymiany..
- DST 51.52km
- Teren 35.00km
- Czas 02:15
- VAVG 22.90km/h
- VMAX 44.00km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 4000m
- Sprzęt Kross Hexagon V3
- Aktywność Jazda na rowerze
Wypad ze znajomymi z forum (terenowy)
Wybrałem się dziś na wycieczkę z dwoma znajomymi z Katowic. Jechałem drogą numer 81, deszcz oczywiście ciut mnie zmoczył ale zanim dojechałem do centrum już było ok. Jadąc do Katowic chciałem wykręcić średnią 30 km/h, niestety udało się jedynie 28 z hakiem a w centrum skutecznie spadła ;)
- DST 49.18km
- Teren 35.00km
- Czas 02:14
- VAVG 22.02km/h
- VMAX 44.10km/h
- Temperatura 22.0°C
- Kalorie 1093kcal
- Podjazdy 2000m
- Sprzęt Kross Hexagon V3
- Aktywność Jazda na rowerze
Wycieczka - porażka
Wpisałem taki tytuł wycieczki ponieważ za bardzo inny nie pasował. Miałem zrobić 110 km, przynajmniej tak planowałem. Niestety zrobiłem niecałą połowę. Początkowo nie godziłem się z myślą że za chwilę będę musiał wrócić do domu, ale kiedy w końcu byłem już kompletnie mokry a w dodatku nie mogłem odnaleźć tego szlaku Tychy - Pawłowice, przez Kobiór, to miarka się przebrała i wróciłem tą samą drogą którą przyjechałem.
Przemoczony do suchej nitki, wszystko mokre i ze złym humorem dokulałem się do Mikołowa. Średnia żałosna, tak samo jak ten dzisiejszy wyjazd.
A teraz coś o "amortyzatorze" w moim rowerku. Jest to model firmy "Suntour" - XCM. W zasadzie nie powinien się on tak nazywać, ponieważ jest jak kamień. Na samym poczatku tego sezonu kiedy ważyłem około 94 kg, amortyzator co prawda pracował ale szkoda mówić jak. Potem wyjąłem z niego sprężynę (już miałem wtedy około 90 kg) i nawet zdarzyło mi się go nawet dobić. Teraz kiedy waga mi zeszła do około 84 kg, mogę powiedzieć że nawet na jednej sprężynie nie można nazwać tego pracą. Wogóle dziś w tych mokrych warunkach amortyzator stał się jak kamień. Tak więc szczerze nie polecam. A może polecam, osobom których waga osiąga 150 kg (chociaż w sumie też warto przemyśleć kwestię wytrzymałości tego amortyzatora). :D
Przemoczony do suchej nitki, wszystko mokre i ze złym humorem dokulałem się do Mikołowa. Średnia żałosna, tak samo jak ten dzisiejszy wyjazd.
A teraz coś o "amortyzatorze" w moim rowerku. Jest to model firmy "Suntour" - XCM. W zasadzie nie powinien się on tak nazywać, ponieważ jest jak kamień. Na samym poczatku tego sezonu kiedy ważyłem około 94 kg, amortyzator co prawda pracował ale szkoda mówić jak. Potem wyjąłem z niego sprężynę (już miałem wtedy około 90 kg) i nawet zdarzyło mi się go nawet dobić. Teraz kiedy waga mi zeszła do około 84 kg, mogę powiedzieć że nawet na jednej sprężynie nie można nazwać tego pracą. Wogóle dziś w tych mokrych warunkach amortyzator stał się jak kamień. Tak więc szczerze nie polecam. A może polecam, osobom których waga osiąga 150 kg (chociaż w sumie też warto przemyśleć kwestię wytrzymałości tego amortyzatora). :D
- DST 51.52km
- Teren 37.00km
- Czas 02:24
- VAVG 21.47km/h
- VMAX 40.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Kalorie 1217kcal
- Podjazdy 3000m
- Sprzęt Kross Hexagon V3
- Aktywność Jazda na rowerze



