Informacje

  • Wszystkie kilometry: 4844.49 km
  • Km w terenie: 1607.50 km (33.18%)
  • Czas na rowerze: 9d 17h 32m
  • Prędkość średnia: 20.74 km/h
  • Suma w górę: 326000 m
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy intruz.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Sobota, 4 września 2010 Kategoria Do 60 km, Wycieczki

Wypad w góry

Ten wypad nie był tak do końca planowany, ale dzień wcześniej na wycieczce z kolegą Brosem, namówił mnie. No i pojechaliśmy jego samochodem do Bielska biorąc swoje dwie maszyny oczywiście. Zaraz po wyjściu z samochodu już pierwszy problem z moim rowerem. Jako że zdjęte koło przednie było w aucie, to klocki hamulcowe się przestawiły i trzeba było je regulować na nowo. Dobrze że mieliśmy odpowiednie narzędzia. Kilkanaście minut męczenia się z ustawianiem (nie chciały współpracować :D ) i jedziemy. Jedziemy tak może 500 m a licznik pokazuje mi że jadę ponad 50 km/h po prostej, kiedy mogliśmy mieć max 25.. Krzyknąłem abyśmy zjechali i kilka minut męczenia się z licznikiem znów. Finalnie musiałem go zresetować i wprowadzić na nowo obwód koła. Jedziemy dalej już bez problemów technicznych. Trochę pogubiliśmy drogę na Szyndzielnię więc pytaliśmy mieszkańców którzy wreszcie nas dobrze pokierowali. Wjazd na górę odbywał się bez problemowo. Jednak dopadł nas głód i praktycznie po krótkim czasie zatrzymaliśmy się na krótki posiłek i znów do góry po kamienistym szlaku (żółty o ile się nie mylę). Po drodze mijaliśmy i byliśmy mijani przez dwóch sympatycznych bikerów, jeden z nich konkretny przecinak ;) Mniejwięcej w połowie trasy zaczęło padać. Coraz mocniej i mocniej. Byliśmy już kompletnie przemoczeni, łańcuch przeskakiwał mi na wolnobiegu, biegi nie chciały wchodzić. Niedaleko schroniska spotkaliśmy jakąś starszą panią która się zgubiła, wskazaliśmy jej drogę do schroniska (było całkiem blisko) i pojechaliśmy dalej. O dziwo pani ta ubrana kompletnie nie odpowiednio jak na taki teren, buty na obcasie.. Nie wiadomo skąd się tam wzięła.
Przy zjeździe z ostatniego szczytu Bros ostro grzał na dół, ja trochę wolniej z obawy że za chwilę zaliczę lot przez kierownicę. Złapałem też gumę, zmieniłem dętkę i znów na dół szaleństwo. Było bardzo zimno, ręce skostniałe, nie chciały odpowiednio reagować na moje polecenia :D Czasem za mocno klamkę zacinęły i zblokowało przednie koło co mało nie skończyło się nieraz glebą, czasem wjechałem w koleiny. Raz zaliczyłem upadek z winy kolein (ale w pełni kontrolowany i bez żadnych szkod, wylądowałem na nogach). Amortyzator już dawno na tej wycieczce przestał pracować. Tak, jechałem praktycznie na "sztywniaku". Przez co bardzo mną rzucało i czasem kierownica wypadała z rąk bo jechaliśmy po naprawdę kamienistym terenie. Czasem zdarzały się uskoki na 30-50 cm.
Reasumując, wycieczka nie skończyła się żadną katastrofą, oprócz tego że mam już kompletnie zniszczony amortyzator, kulki w przedniej piaście były do wymiany i trochę rama poobijana przez kamienie. Jak dotychczas był to najtrudniejszy technicznie wypad jak dla mnie w całym rowerowym życiu. Bros ma większe doświadczenie w takich szaleństwach i sprzęt lepszy więc się nie przejmował tylko ostro grzał na sam dół. Ja już nie raz widziałem dziwnie wykrzywiający się amortyzator, z obawy o to żeby go nie połamać dość ostrożnie podchodziłem do sprawy. W końcu zęby ma się jedne. Napewno jeszcze kiedyś tam wrócę, ale z lepszym sprzętem.

Zdjęcia można znaleźć tutaj : Opis linka
  • DST 50.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 04:00
  • VAVG 12.50km/h
  • VMAX 45.00km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Sprzęt Kross Hexagon V3
  • Aktywność Jazda na rowerze

Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa accza
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]


Blogi rowerowe na www.bikestats.pl