Środa, 2 czerwca 2010
Kategoria Wycieczki
Wieczorny wypad w teren
Dziś wybrałem się w teren do lasu. Od paru dni już nie jeździłem i mimo tego że praca mnie nagliła to i tak się wybrałem :D
Ostatnio mocno popadało, w sumie nawet nie wiem kiedy ale musiało chyba dziś rano znów, bo przespałem. W każdym razie widać to było dobrze po ulicy, woda płynęła z góry niczym z rozerwanej rury wodociągowej. W lesie także często jadąc ubitą drogą spotykałem dosłownie rzeczki płynące w poprzek drogi, o głębokości kilkunastu centymetrów i szerokości tak max 2 m. Nieraz widziałem też rozległe bajora o głebokości tak 20-30 cm i dużej powierzchni. Teren ogólnie był bardzo ciężki, mimo tego że nie wybrałem wariantu trasy `extreme` ale standardowy. Często spotykałem bardzo grząski grunt namoknięty niczym gąbka w której zapadały się moje koła. Dużo też było kałuż o nieznanym dnie, zawsze kiedy przez nie przejeżdzałem obawiałem się że nagle natrafię na spory dołek i koło w nim ugrzęźnie a ja oboma butami stanę w ciemnej wodzie ;) Trochę ponura wizja. Mimo tego sobie jakoś dałem radę. Drogą powrotną była już standardowa w większości asfaltowa. Mimo tego terenowy etap nieźle obniżył mi średnią.
Ostatnio mocno popadało, w sumie nawet nie wiem kiedy ale musiało chyba dziś rano znów, bo przespałem. W każdym razie widać to było dobrze po ulicy, woda płynęła z góry niczym z rozerwanej rury wodociągowej. W lesie także często jadąc ubitą drogą spotykałem dosłownie rzeczki płynące w poprzek drogi, o głębokości kilkunastu centymetrów i szerokości tak max 2 m. Nieraz widziałem też rozległe bajora o głebokości tak 20-30 cm i dużej powierzchni. Teren ogólnie był bardzo ciężki, mimo tego że nie wybrałem wariantu trasy `extreme` ale standardowy. Często spotykałem bardzo grząski grunt namoknięty niczym gąbka w której zapadały się moje koła. Dużo też było kałuż o nieznanym dnie, zawsze kiedy przez nie przejeżdzałem obawiałem się że nagle natrafię na spory dołek i koło w nim ugrzęźnie a ja oboma butami stanę w ciemnej wodzie ;) Trochę ponura wizja. Mimo tego sobie jakoś dałem radę. Drogą powrotną była już standardowa w większości asfaltowa. Mimo tego terenowy etap nieźle obniżył mi średnią.
- DST 27.11km
- Teren 15.00km
- Czas 01:24
- VAVG 19.36km/h
- VMAX 37.20km/h
- Temperatura 16.0°C
- Kalorie 635kcal
- Podjazdy 4000m
- Sprzęt Kross Hexagon V3
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj



